Siedzę. Siedzę na parapecie swego okna,
lustrując co się dzieje dookoła mnie. Jak każdego dnia bagatelizuje
właśnie tam, to co ostatnio dosięgnęło mnie, co spowiło, zdziwiło,
zasmuciło, czy zmieszało. Dzień po dniu, mylnie nazwanym walentynki.
Płatki śniegu za oknem z wolna opadają beztrosko na ziemię. Dodając tej
jednokolorowej materii niebywałego akcentu. Może jest i tak z ludźmi?
Retoryka, retoryka i jeszcze raz retoryka. Nienawidzę tego, a jednak
przelewam swoje myśli z impetem na klawiaturę. Sens? Chęć pokazania
czegoś własnego, bo właśnie coś swojego, własna tożsamość w
dzisiejszych czasach jest zaniedbana. Czy ten dzień był inny od innych
poprzednich, równie szarych? Zależy dla kogo. Retrospekcja godzin
wcześniej nasuwa mi widok ironicznie zacieszonych sprzedawców, którzy
zarabiają na naszym manifeście miłości.
Złodzieje serc, ta puenta na ich temat nasuwa mi się do mego
mózgopodobnego procesora w głowie.
Frapuje mnie, czy taką ideę zakładał historyczny imiennik tego dnia?
Czy rzeczywiście chciał kiermaszu prezentów, upominków, a nie
czystego, szczerego i prawdziwego wyznania miłości drugiej osobie?
Głowę moją owiał kolejny tysiąc myśli, niczym rozpędzone stado koni.
Czas zapalić, o tak. Wypuszczam to kolejne opary tytoniu, w krwi
swobodnie przepływa nikotyna, a rak nakarmiony, przestał o sobie
przypominać. Jednak wciąż mam w głowie obraz tego dnia. Niby taki jak
wszystkie inne, a jednak. Cholera.
Miłość, najpiękniejsza rzecz dotykająca ludzi, która jest siłą tak wielką, iż
tylko dla niej jednostki fizycznej nie wymyślono. Potrafiąca burzyć,
ujmować, pokazywać, uszczęśliwiać. Odbieramy jej impulsy i sami je
dajemy, nieustannie. Zatem co ma dać ten dzień? Po raz kolejny
przewracam oczami, bo na prawdę próbuję myśleć, a temat ten nie daje mi
ewidentnie spokoju. Komercja dotyka każde święto, taka kolej rzeczy. W
końcu to my tworzymy system. Tak, ten system, dzięki któremu zalewa nas
krew, czy uśmiech pojawia się na naszych twarzach. Możliwe, że tkwi w
tym kolorowym dniu jakaś magia. Przenośnia. Może stworzony został po to
właśnie, byśmy szczególnie okazali nasze uczucie? Może wskazać ma nam
byśmy każdego dnia się tak zachowywali i dbali o to, by nieustannie
pogłębiać uczucie? Zbyt dużo pytań, zbyt dużo niewyjaśnionych
odpowiedzi. Co ja w ogóle robię?
Brnę jednak do przodu i wiem, że mimo dotykającej komercji na każdej kroku,
tkwi w tym dniu coś magicznego,
co ma nam pokazać jak wspaniale można czuć się mając obok kogoś,
kto darzy nas tym samym co my.
Just be yourself.
.tenzuy









--
Pale Horse for Death, Red horse for War, Black horse for Famine, White horse Conquest.
--
Pale Horse for Death, Red horse for War, Black horse for Famine, White horse Conquest.
(゚、 。 7
.l、 ~ヽ
.じしf_,)ノ Taki kot jeszcze się Tobie nie przyglądał!
--
"I'm the ugly demon in your cheerfull, happy-go-lucky life." - L.N.I.P
--
-William Hill
--
"I'm the ugly demon in your cheerfull, happy-go-lucky life." - L.N.I.P
--
My DeviantArt ---> [link]
--
Check out my Guide to Effective DeviantART Critiques.
--
Dr. Wilson: I'm with a patient.
Dr. House: Is she dying?
Dr. Wilson: No.
Dr. House: Then she can wait.
visit my
Previous PageNext Page